Alexander Fleming. Odkrywca antybiotyku

Jeszcze do niedawna bakterie były bezwzględnymi zabójcami. Zakażenia, zapalenie płuc, gruźlica – te choroby bakteryjne często stanowiły wyrok śmierci. Wszystko zmieniło się w pierwszej połowie XX wieku, kiedy to Alexander Fleming odkrył prawdziwego pogromcę bakterii - antybiotyk. O tym odkryciu, jak to często bywa, zadecydował zwykły przypadek…

Od żołnierza i urzędnika do naukowca

Alexander Fleming przyszedł na świat w szkockim Lochfield w 1881 roku jako syn rolnika. Przez pierwsze lata kształcił się w  Loudoun Moor, a następnie w szkole w Darvel i w Kilmarnock Academy. Gdy skończył 13 lat, wyjechał do swojego brata do Londynu, gdzie kontynuował kształcenie w Regent Street Polytechnic. Wtedy nic nie zapowiadało jeszcze, że Alexander stanie się sławnym badaczem. Po skończeniu studiów pracował jako urzędnik, a ponadto realizował swoje pasje wojskowe. Ponoć marzył nawet o zostaniu… strzelcem wyborowym. Dopiero zachęty brata, z zawodu okulisty, sprawiły, że młodszy Fleming postanowił rozpocząć naukę medycyny w londyńskiej St Mary’s Medical School. Intuicja była trafna. Alexander ukończył uniwersytet z wyróżnieniem i kontynuował karierę naukową pod okiem Almortha Wrighta, słynnego specjalisty od szczepionek. O mały włos, a Fleming ponownie rozminąłby się ze swoim powołaniem. Na początku planował bowiem zająć się chirurgią. To dopiero tymczasowa praca w laboratorium szpitalnym uzmysłowiła mu, że powinien związać swoją przyszłość z dziedziną bakteriologii.

Przeziębienie w służbie nauki

Podczas I wojny światowej Fleming służył w Wojskowym Korpusie Medycznym. W szpitalach polowych nieustannie stykał się z rannymi, którzy umierali na sepsę. Badacz zauważył, że środki antyseptyczne są nieszkodliwe dla bakterii namnażających się w głębokich ranach. Zwracał na to uwagę w swoich artykułach naukowych, ale jak to z geniuszami bywa, Fleming nie został zrozumiany i jego teksty spotkały się z dużą krytyką. Pomimo przeciwności, naukowiec nie zrezygnował z badań, a te przyniosły niebawem pierwsze pozytywne efekty. W 1921 roku badacz odkrył lizozym, czyli enzym o łagodnych właściwościach antyseptycznych. Odkrycie było możliwe dzięki… przeziębieniu. Podobno Fleming prowadził eksperymenty w trakcie choroby. Kropla śluzu z nosa spadła na szalkę Petriego, na której znajdowały się bakterie. Połączenie substancji przyniosło interesujące rezultaty. Fleming zapomniał o szalce na kilka tygodni, a kiedy ponownie do niej zajrzał, przekonał się, że miejsce, w którym znajdował się śluz było wolne od bakterii. Podobne działanie jak śluz nosowy wykazywały także włosy, skóra, paznokcie czy łzy. Badania były obiecujące, ale wkrótce okazało się, że lizozym działa skutecznie wyłącznie na niegroźne bakterie. Na rewolucję w medycynie trzeba było więc jeszcze trochę poczekać.

Z bałaganu rodzi się epokowe odkrycie

Był 3 września 1928 roku. Fleming przeprowadzał eksperymenty z gronkowcem złocistym. W laboratorium badacza panował nieporządek, więc naczynie z gronkowcem zostało przypadkowo zakażone pleśnią. Fleming nieświadomy tego faktu, pozostawił naczynia i wyjechał na wakacje. Po powrocie zaczął przeglądać szalki z gronkowcem. To co ujrzał, zupełnie go zdumiało. Na jednej z szalek widniała plamka pleśni, wokół której utworzył się czysty obszar w kształcie pierścienia. W tym momencie stało się jasne, że pleśń musi wydzielać substancję unicestwiającą niebezpieczne bakterie. Dalsze badania wykazały, że niszczy m.in. meningokoki i paciorkowce. Fleming nazwał nowoodkrytą substancję „sokiem z pleśni”, a dopiero potem określił ją mianem „penicyliny” od nawy szczepu pleśni, z którego została wyekstrahowana.

Do Nobla trzeba trojga

Fleming poinformował o swoim odkryciu społeczność naukową w  1929 r. na łamach British Journal of Experimental Pathology. Świat nauki nie od razu zaufał szkockiemu badaczowi. Wręcz przeciwnie, do penicyliny podchodzono na początku z dużą rezerwą. Problem stanowiło także sprowadzenie nowo odkrytej substancji do bardziej stabilnej postaci, tak, aby mogła być produkowana i dystrybuowana na szeroką skalę. W 1940 roku dokonali tego Howard Florey i Ernst Chain. Dzięki temu penicylina mogła być już powszechnie stosowana w wojskach alianckich podczas II wojny światowej. W 1945 r. Fleming, Florey i Chain otrzymali Nagrodę Nobla. Gdy świat przekonał się już o skuteczności penicyliny, na Fleminga spłynęły liczne nagrody i wyróżnienia. Dość wspomnieć, że otrzymał ok. trzydziestu prestiżowych tytułów i stopni. Nadano mu nawet tytuł szlachecki. Sam uczony nie szukał rozgłosu. Na każdym kroku podkreślał, że w jego największym sukcesie badawczym dużą rolę odegrał przypadek:

Kiedy wstałem o świcie 28 września 1928 r., na pewno nie planowałem zrewolucjonizowania medycyny poprzez odkrycie pierwszego na świecie antybiotyku. Ale wydaje mi się, że to właśnie zrobiłem”.

Co ważne, badacz nie patrzył na swoje odkrycie bezkrytycznie. Przewidział, że penicylina stosowana w niewłaściwy sposób może z czasem wywoływać antybiotykooporność.

Alexander Fleming zmarł nagle 11 marca 1955 roku. Jego prochy pochowano w Katedrze św. Pawła w Londynie.

 

www.britannica.com/biography/Alexander-Fleming

www.nobelprize.org/prizes/medicine/1945/fleming/biographical

www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4520913

www.acs.org/content/acs/en/education/whatischemistry/landmarks/flemingpenicillin.html

www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,alexander-fleming---odkrywca-penicyliny,artykul,49334597.html

www.kronikidziejow.pl/porady/alexander-fleming-zyciorys-dzialalnosc-naukowa-odkrycia-smierc